Blog

Latest Industry News

Wywiad KEEZA: Jan Morawiec – Mistrz Świata Weteranów w Maratonie.

  • Aktualności
  • Możliwość komentowania Wywiad KEEZA: Jan Morawiec – Mistrz Świata Weteranów w Maratonie. została wyłączona

Od jakiegoś czasu KEEZA z powodzeniem współpracuje z drużyną biegaczy – RYSIOTEAM. Zawodnicy tej ekipy, z sukcesami biegają w naszych strojach do biegania.
W minioną sobotę, KEEZA Team zawitała do Parku Poniatowskiego w Łodzi, bowiem na porannym Park Runie pojawił się wyjątkowy łodzianin – Jan Morawiec – zawodnik drużyny biegaczy RYSIOTEAM, prowadzonej przez trenera Ryszarda Goszczyńskiego. Podczas naszej wizyty na łódzkim Park Runie udało nam się porozmawiać z Mistrzem.

 

Jan Morawiec - Mistrz Świata Weteranów w Maratonie - w koszulce do biegania KEEZA.

Jan Morawiec – polski multimaratończyk, wielokrotny zwycięzca zawodów biegowych na krótkich i długich dystansach, dwukrotny Mistrz Świata Weteranów w Maratonie. Swój drugi tytuł zdobył 16 sierpnia tego roku. Zwyciężył w Mistrzostwach Świata Weteranów w Lyonie uzyskując, w trudnych warunkach pogodowych, czas 4 godziny 12 minut i 11 sekund na dystansie 42 km 195 metrów. Przepisy L.A. stanowią, że weteranem jest zawodnik, który ukończył 35 rok życia. Sukces jest tym bardziej niebywały, jeśli weźmiemy pod uwagę wiek Pana Jana. Nasz Mistrz ma 83 lata!

KEEZA: Panie Janie, gratulujemy sukcesu oraz wyśmienitej formy! Od jak dawna Pan trenuje?

J.M.: Dziękuję. Jako zawodnik biegi trenuję od 1956 roku. Uwzględniając służbę w wojsku, można przyjąć, że pierwsze poważne treningi zacząłem w 1953 roku. Wcześniej próbowałem swoich sił w kolarstwie i lekkoatletyce, przez jakiś czas trenowałem również boks.

KEEZA: Czyli bieganiem zajmuje się Pan już ponad 60 lat. Imponujące!

J.M.: Tak, można tak powiedzieć. Licząc od czasów wojska, to jest już ponad 62 lata biegania.

KEEZA: A przed wojskiem były, m.in. kolarstwo, boks i lekkoatletyka. Czemu nie poświęcił się Pan, którejś z tych dyscyplin?

J.M.: Wychowywałem się na Bałutach. Ruch był dla dzieciaków główną rozrywką. W wieku 16 lat dostałem pierwszy rower – składany. Zapisałem się do sekcji kolarskiej. W klubie trenował wtedy, m.in. Janek Kudra (późniejszy zwycięzca Tour de Pologne). Pamiętam, że kiedyś udało mi się nawet wygrać z Jankiem. Problemy ze zdobyciem lepszego sprzętu spowodowały, że zrezygnowałem z treningów i zapisałem się do Gwardii na boks. To był 1950, lub 1951 rok. Trenowałem przez kilka miesięcy – do „pierwszego kroku”. W parku na Zdrowiu odbywały się wtedy zawody w bieganiu. Wygrałem bez żadnego przygotowania. Później, na szczeblu okręgowym, odbywały się zawody na 5 km, zająłem w nich drugie miejsce. Trenerzy odkryli we mnie talent i tak zacząłem biegać. Pierwsze treningi biegowe rozpocząłem w klubie na Północnej.

KEEZA: Bieganie stało się Pana sposobem na życie?

J.M.: Ja już tak miałem od małego. Zawsze interesował mnie sport. Lubiłem być w ruchu. Jak byłem młody to urządzało się różne zabawy, gonitwy z fajerkami. Nie było wtedy za wielu rozrywek, a ja lubiłem być najlepszy. Wtedy próbowało się swoich sił we wszystkim.
Bieganie na poważnie zdominowało moje zainteresowania dopiero w wojsku. Kiedyś w wojsku nie było urlopów, a służba trwała 2 lata. Niektórzy przez ten czas ani razu nie widzieli się z rodziną. Służyłem w Zgorzelcu i do domu miałem daleko. Sport był szansą na przepustkę. Zgłaszałem się na ochotnika na różne zawody i wygrywałem. W nagrodę dostawałem 6-7 dni urlopu i mogłem zobaczyć się z bliskimi. Było więc o co powalczyć.

KEEZA: Często Pan wygrywał?

J.M.: Wygrywałem wtedy wszystko. Jedynie na 100 metrów jeden podoficer był ode mnie lepszy. Tylko, że ja zawsze lubiłem długie biegi, a większość zawodów była na dystanse od 100 do 5000 metrów. Mimo wszystko byłem dobry. Pamiętam, że na 100-tkę miałem wtedy czas około 12,7 sekundy. Miałem wtedy 21 lat. Dla sprintera to było licho, ale jak na długodystansowca to był całkiem niezły wynik.

KEEZA: Po wojsku kontynuował Pan treningi?

J.M.: Tak. 6 lat biegałem w Społem, potem trenowałem w Łódzkim Klubie Sportowym. To był chyba 1962 rok. W Społem zdobyłem v-ce mistrzostwo Polski, w ŁKS mistrzostwo. Potem szybciutko dostałem się do kadry. Zaczęły się obozy, wyjazdy.

KEEZA: Ale popularność przyszła dopiero teraz?

J.M.: Kiedyś było inaczej. Biegałem np. we Francji – L’Humanite na 10 km – takie biegi przełajowe. To była czołówka światowa, a ja jako typowy maratończyk, nie czułem się dobrze na tego typu zawodach. W kadrze też mieliśmy wtedy bardzo mocną ekipę. Chromik (3-krotny rekordzista świata), Krzyszkowiak („złoty” olimpijczyk, 2-krotny rekordzista świata) i wielu innych. Trudno było się przebić. A jak ja jeszcze musiałem biegać na krótkie dystanse, albo na przeszkody… W innych krajach wygrywałbym cały czas, ale tu w Polsce była wtedy bardzo mocna konkurencja. Nie było też wielu maratonów. Np. w ŁKS to była I liga, ale ja musiałem biegać od 800 do 10000 metrów. Nie było jak się wykazać.

KEEZA: Często Pan trenuje?

J.M.: Kiedyś trenowałem codziennie, w kadrze 2 razy dziennie, ale jak już skończyłem 75 lat to zacząłem treningi 1×1 – jeden dzień trening, jeden dzień odpoczynek. Ale odpoczynek nie taki leżący, tylko rower, jakaś gimnastyka, albo długi marsz. Potem kąpiel. Najważniejsze żeby to był czynny odpoczynek, człowiek musi być cały czas w ruchu. Nie można się zastać. No i w ruchu jest też lepsza regeneracja.

KEEZA: Skąd siła do takiej samodyscypliny?

J.M.: Regularność, regularność, regularność. Jak się trochę odpuści – ze 3 dni, czy nawet tydzień – to już się czuje, że coś uciekło. Od razu też pogarsza się samopoczucie. Przy regularnych treningach organizm sam wie, że coś jest nie tak i trzeba się ruszyć. Źle się znosi przerwy nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Pojawia się świadomość, że coś jest zachwiane, że się odpuściło.
Trzeba trenować systematycznie, no i wiadomo – umiejętnie! Musi być odpowiednie dawkowanie wysiłku, jakieś urozmaicenie, interwały, zabawy. Ale w moim wieku interwałów już się nie biega. To niebezpieczne. Można zerwać mięsień, czy uszkodzić staw. Kości też są już słabsze. Wszystko opracowujemy z trenerem Ryszardem Goszczyńskim. On też ma wiele doświadczenia. Ponad 50 lat trenował lekkoatletykę.

 

Jan Morawiec oraz Ryszard Goszczyński w koszulkach do biegania KEEZA.

Jan Morawiec z wnuczkiem, oraz trener Ryszard Goszczyński w koszulkach do biegania KEEZA.

KEEZA: Trzyma Pan też dyscyplinę żywieniową?

J.M.: Nie. Nie stosuję żadnych diet. Staram się jeść zdrowo, ale normalnie.

KEEZA: Jak Pan łączył życie zawodowe ze sportem?

J.M.: Pracowałem w ciepłownictwie, ale pracy nie ruszam – mówmy o bieganiu. Była praca, były treningi. Bardzo szybko założyłem rodzinę. Miałem 21 lat jak urodziła się pierwsza córka. Jakoś trzeba było dać radę. Potem jak zaczęła się kadra, wtedy już nie pracowałem. W zakładzie byłem na etacie, ale trenowałem w kadrze. Można powiedzieć, że kiedyś było z tym trochę łatwiej.

KEEZA: A rodzina też trenuje?

J.M.: Najstarsza córka ma już 62 lata. Teraz już nie trenuje. Kiedyś w młodości dzieci trochę próbowały, ale potem zaczęły się tłumaczenia, że nogi bolą, a to gdzieś trzeba było wyjść ze znajomymi, a na koniec córki wyszły za mąż. Ale trzeba powiedzieć, że bardzo szybko dochodziły do wyników. Jedna z córek, jako juniorka, zaczęła treningi na 100 metrów, a po kilku miesiącach zdobywała mistrzostwo okręgu. Teraz biega mój 11-letni wnuczek Kacper.

KEEZA: Co sport wniósł w Pana życie?

J.M.: Sport kształtuje charakter. Trzeba walczyć ze słabościami. W moim wieku często przychodzą takie chwile słabości. Myślę sobie, że może już bym przestał. Słyszę czasem, że „W tym wieku, poważny facet i biega.”, albo „Już się nabiegałeś, teraz byś trochę w domu posiedział”. Trafiają się czasem takie osoby, które lubią kusić. Ale ja mam inną mentalność i inne zdanie na ten temat. Po za tym ja to kocham. Mam tu dużo kolegów, koleżanek, jestem wśród młodych i czuję się młodo.

(zaczął padać deszcz)

KEEZA: Nie przeszkadza Panu pogoda? Może przejdziemy gdzieś na bok?

J.M.: Nie, nie, nie. Taki deszcz jest dobry po wysiłku. Trochę orzeźwi człowieka. Gorzej jakby była jakaś burza i wiatr.

KEEZA.: Biega Pan w każdych warunkach atmosferycznych?

J.M.: Najgorszy jest upał albo dżdżyste dni. Wiadomo, że jak pada to trzeba się odpowiednio ubrać. Mam taką bluzę specjalną na deszcz. Staram się też, trochę kryć. Biegam wtedy po parku, albo po lesie i odrobinę spokojniej niż zwykle. Dbam o to by się nie przeziębić.

KEEZA: A zimą?

J.M.: Śnieg i mróz są dobre. Gorzej jak jest plucha.

 

Jan Morawiec Ryszard Goszczyński koszulki do biegania KEEZA.

Trener Ryszard Goszczyński (z prawej) oraz Mistrz – Jan Morawiec.

(dołączył do nas trener Ryszard Goszczyński)

KEEZA: Jak sprawdzają się stroje do biegania KEEZA?

J.M.: Dobrze.
R.G.: Dobrze. Zostały przetestowane na różnych zawodach. Biegliśmy już w nich na 71 km i na 100 km, a ostatnio Witek Sabanda wygrał półmaraton w Aleksandrowie. W strojach KEEZA biegają też dwie nasze dziewczyny i zajęły ostatnio dwa pierwsze miejsca. Mieliśmy też kilka dobrych wyników na Biegu Szakala. Teraz wybieramy się do Nowego Jorku. Nasza grupa liczy około 60 osób. Dużo się dzieje 🙂

 

RYSIOTEAM w koszulkach do biegania KEEZA

Obecni na Parkrunie zawodnicy RYSIOTEAM.


KEEZA:
Panowie, jesteście doświadczonymi sportowcami w sile wieku. Proszę Was o radę dla młodzieży i początkujących sportowców. Pytam również prywatnie. Co jest ważne w życiu?

J.M. i R.G.: Zdrowie!
R.G.: Jak nie ma zdrowia, nie ma nic – niezależnie od tego czym człowiek się zajmuje. 
J.M.: Nieraz nieodpowiednie towarzystwo, nie pozwoli nam czegoś osiągnąć.
R.G.: No i trzeba też mieć trochę szczęścia. Nieraz ktoś mówi, „A, dzisiaj pójdę tędy.”, nie spotka kogoś, nie odbędzie jakiejś rozmowy i już życie potoczy się inaczej. Czasami po prostu szczęście kogoś omija…

KEEZA: Trzeba wykorzystywać swoje szanse.

J.M.: Dużo można wypracować. Najważniejsza jest systematyczna praca.
R.G.: Tak. Nawet jeśli z początku coś nie wchodzi do głowy, to ciężka praca to wyćwiczy.
J.M.: Cierpliwość i wielokrotne powtarzanie. Sukces przychodzi z czasem.

KEEZA: To bardzo dobre zakończenie. Życzę Panom dużo zdrowia, szczęścia i samych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Łukasz Bartosiak

 

Poprzedni News
Następny News
Back to top